Czego nauczyłaś się w dzieciństwie o miłości?

Jak kochasz? Czy tylko odtwarzasz to, czego nauczyłaś się w dzieciństwie?

Jeśli jako dziecko byłaś kochana bezwarunkowo — widziana, akceptowana, wspierana — to Twoje wewnętrzne „oprogramowanie” mogło się ukształtować wokół zdrowego obrazu relacji: miłość to obecność, zaufanie, wspólna podróż.

Ale jeśli dorastałaś w rodzinie, w której trzeba było na miłość zasłużyć, w której rodzice sami nie wiedzieli, jak dawać, bo ich nikt nie nauczył — to mogłaś przyjąć zupełnie inny wzorzec:
Miłość to ból. Miłość to walka. Miłość to zaspokajanie czyichś potrzeb, by zasłużyć na uwagę.

Możesz być bardzo świadoma. Możesz chodzić na terapię, medytować, mówić: „ja już to przepracowałam.” Ale jeśli nie zobaczysz, jak zostałaś zaprogramowana jako dziecko, będziesz wciąż — nieświadomie — szukać miłości, która przypomina Ci brak.

Nie to, czego naprawdę chcesz.  

Tylko to, co uznałaś za miłość przed dziewiątym rokiem życia.

Miłość czy potrzeba przetrwania?

W psychologii klinicznej mówi się :  

„To, co uważasz za miłość, to często dokładnie to, co dostałaś (albo nie dostałaś) od swoich rodziców”. Jeśli musiałaś na ich miłość zasługiwać, jeśli nie byłaś bezpieczna emocjonalnie, jeśli byłaś „grzeczna, by nie przeszkadzać” — to jako dorosła często mylisz miłość z byciem „wystarczającą” dla kogoś.

To nie miłość.  

To próba odzyskania dziecięcego „kochaj mnie tak, jak potrzebuję”. Programowanie zaczyna się, zanim nauczysz się czytać Zanim skończymy dziewięć lat, nasz mózg działa inaczej. Działa w falach alfa i theta — czyli w stanach głębokiej podatności na programowanie. To nie są stany analizy. To nie są momenty, kiedy możesz „zdecydować”.  

To są momenty, kiedy wszystko, co słyszysz, widzisz i czujesz – staje się Twoją prawdą o świecie.

Jeśli jako dziecko słyszałaś:

„życie to nie bajka”
„Nie przesadzaj”
„Nie histeryzuj”
„Inni mają gorzej”
„Z Tobą zawsze są jakieś problemy”
„Jak będziesz się dobrze uczyć, to coś tam”
„Zobacz, Twoja siostra potrafi, a Ty?”
„Jak będziesz grzeczna, to cię pokochamy”
„Musisz być silna”
„Nie płacz”
„Chłopcy są chłodni, nie okazują uczuć”
„Faceci tacy są – trzeba się przyzwyczaić”
„Miłość trzeba sobie zasłużyć”
„Jak taka będziesz to cię nikt nie pokocha”
„Nie bądź taka wrażliwa”
„Nie bądź być taka naiwna”
„Lepiej siedź cicho”
„Nie wygłupiaj się”
„Nie rób scen”
„Co ludzie powiedzą?”
„Kobieta musi się poświęcać”
„Najpierw obowiązki, potem przyjemności”
„Musisz sobie sama radzić”
„Nie potrzebujesz nikogo, żeby być szczęśliwa”

I wiele podobnych to właśnie to wszystko stało się Twoim wewnętrznym programem. Dlatego nie widzisz, że to nie jest miłość. Bo ten program działa pod powierzchnią. Nawet jeśli już teraz wiesz, czego chcesz… Twoje ciało, energia i decyzje wciąż mogą wybierać to, co znajome. 

A znajome nie znaczy zdrowe.  

Znajome znaczy — oswojone w dzieciństwie. Jesteś zaprogramowana. I możesz to zmienić. Ale nie przez kolejne analizy i biadolenie. Tylko przez świadome wejście w przestrzeń podświadomości — tam, gdzie ten program powstał. 
Przez medytacje.  
Przez pracę z energią.  
Przez spotkania z wewnętrznym dzieckiem.  
Przez rozbrajanie przekazów, które nie były Twoje — a stały się Twoim głosem.

Miłość, która boli, nie jest miłością.  

Związek, który ciągle sprawia, że się „starasz bardziej” — nie jest domem. A potrzeba „bycia wystarczającą” — to echo małej dziewczynki, która po prostu chciała być widziana i przyjęta.

Jeśli dziś czujesz, że utknęłaś… To nie Ty jesteś popsuta. To Twój system miłości został zaprogramowany w dzieciństwie. Ale teraz jesteś dorosła.  

I możesz to przeprogramować.  

Z miłością.  

Świadomie.  

Po swojemu.

Z miłością do Twojej prawdy,  

Dominika