Jest pewien rodzaj siły, który nie pochodzi z wolności.
Pochodzi ze strachu.
To siła człowieka, który nauczył się być twardy, zanim ktokolwiek dał mu szansę być miękkim. Który zacisnął ciało w gotowości i tak już zostało. Nie dlatego, że chce walczyć. Dlatego, że kiedyś walka była jedynym wyjściem.
Postawa haka to jedna z najbardziej „bojowych” pozycji w bioenergetyce. I od razu powiem wprost, to nie jest postawa ofiary. To jest postawa kogoś, kto został zmuszony nauczyć się atakować, zanim zostanie zraniony.
Jak wygląda postawa haka?
Sylwetka przypomina literę „C” – zaczepną, zwartą, skupioną:
- barki wysunięte do przodu, jakby osłaniające centrum
- ręce lekko zgięte – gotowe do uderzenia albo do obrony
- klatka piersiowa napięta, często wypchnięta
- brzuch twardy jak mur
- głowa wysunięta do przodu, oczy czujne
To ciało mówi jedno, nawet gdy nikt nie atakuje:
Jestem gotowy/a do ciosu.
I właśnie to jest najbardziej przejmujące, że ta gotowość działa non stop. W sklepie, na spotkaniu, w łóżku obok bliskiej osoby. Ciało nie wie, że tamta walka już dawno się skończyła. Dla niego wciąż trwa.
Skąd się bierze?
To postawa, która buduje się przez lata, warstwa po warstwie, w środowisku, gdzie nie można było być miękkim.
Konkretne sytuacje, które tworzą haka:
- przemoc słowna lub fizyczna – bezpośrednia lub obserwowana
- ciągła krytyka, poniżanie, zagrożenie poczucia wartości
- życie w chronicznym napięciu, gdzie nigdy nie wiadomo, co się wydarzy
- rodzic dominujący, agresywny lub nieprzewidywalny – taki, przy którym czujność była koniecznością
Ale jest też drugi, mniej oczywisty tor powstawania haka — i ten często zaskakuje:
Zgoda na krzywdę w zamian za miłość. Dziecko, które nauczyło się, że może zostać zaakceptowane tylko wtedy, gdy wytrzyma. Gdy nie wybierze siebie. Gdy odda swoje potrzeby, swoją złość, swoją granicę – żeby nie stracić kogoś ważnego.
Nie chcę stracić ciebie, więc nie wybiorę siebie.
I ta złość – która nie mogła zostać wypowiedziana, bo kosztowałaby za dużo – poszła w mięśnie. W barki. W ręce. W szczękę.
Co to mówi o psychice?
To ludzie, którzy szybko się spinają. Mają krótki zapłon – nie dlatego, że są agresywni z natury, ale dlatego, że ich układ nerwowy jest od lat na najwyższym czujniku.
Są podejrzliwi. Trudno im, gdy ktoś „wchodzi za blisko”. Bardzo ciężko im się rozluźnić bo ciało pamięta, że spokój kiedyś oznaczał, że zaraz coś się wydarzy.
I jest w tym głęboka, bolesna logika.
W tle najczęściej brzmią takie przekonania:
„Muszę być czujna/czujny.” „Nikomu nie wolno ufać w sto procent.” „Jak odpuszczę – ktoś mnie wykorzysta.” „Tylko silni przetrwają.”
A obok nich, często ukryte, wstydliwe, rzadko wypowiadane:
„Co mogę dla Ciebie zrobić?” „Wytrzymam. Dam radę.” „Dźwigam świat na swoich barkach.” „Zniosę wszystko, żebyś został/a.”
Tak obok twardości jest też ogromne zmęczenie. I ogromna tęsknota za tym, żeby w końcu nie musieć walczyć.
Jak rozpoznać haka w sobie?
Kilka sygnałów wartych uwagi:
Trudno Ci usiedzieć w spokoju. Relaks wydaje się podejrzany jakbyś czuła, że zaraz coś się stanie, jeśli opuścisz gardę.
Twoje ramiona i szczęka są permanentnie napięte. Nie pamiętasz, kiedy ostatnio były miękkie.
Reagujesz szybciej niż myślisz. Ktoś podnosi głos, zmienia ton, podchodzi za blisko i ciało już jest w gotowości, zanim zdążysz się zorientować.
Masz trudność ze spontanicznością. Kontrola jest bezpieczna. Puszczenie – przerażające.
Co dzieje się energetycznie?
W postawie haka energia krąży w górnej połowie ciała.
Góra walczy. Dół nie czuje.
Najczęściej widać tu:
- nadaktywny splot słoneczny – centrum, które nieustannie przetwarza zagrożenia, realne i wyobrażone
- napięte serce – mieszanka gniewu i lęku, które od lat współistnieją obok siebie
- zablokowane gardło – złość zamiast zostać wypowiedziana, idzie w mięśnie; słowa zatrzymują się, zanim dotrą do ust
- słaby kontakt z miednicą i ziemią – brak poczucia bezpieczeństwa w byciu tu i teraz, w tym ciele, na tej ziemi
Co z tym robić?
Ze stryczka nie wychodzi się przez uspokajanie na siłę. I tu jest sedno – bo dla ciała w postawie haka spokój oznacza zagrożenie. Mówienie sobie „uspokój się” to jak mówienie do strażnika, który stoi na warcie od trzydziestu lat: „połóż broń”.
Najpierw trzeba dać ciału coś innego – pozwolić mu dokończyć reakcje obronne, których kiedyś nie mogło dokończyć.
Kierunki pracy:
- wyrażanie złości w ruchu – boks, uderzanie ramionami przed siebie. Ważne: tu ruch idzie przed siebie, nie w dół. To uwalnia energię z barków i rąk, daje ciału poczucie, że może się bronić i nie musi tego robić non stop
- praca z głosem – złość potrzebuje dźwięku. Nie krzyku skierowanego na kogoś ale dźwięku, który w końcu wychodzi zamiast zostawać w gardle
- masaż barków i pleców – bo to właśnie tam napięcie zamieszkało najgłębiej
- granice i odmawianie – praktyczne, małe kroki w uczeniu się, że „nie” nie niszczy relacji
- praktykowanie spontaniczności – puszczanie własnych pohamowań w bezpiecznych sytuacjach; pozwalanie sobie na nieprzewidywalność, na śmiech, na niewiedzenie, co będzie za chwilę
I coś jeszcze. Ważna praca wewnętrzna: nauka odróżniania realnego zagrożenia od starego napięcia. Bo większość sytuacji, na które ciało reaguje jak na atak to echo. To stare. To już przeszłość.
Dopiero kiedy ciało zaczyna to rozróżniać zaczyna puszczać.
Nie z rozkazu.
Z poczucia, że już nie musi walczyć o przetrwanie.
Kolejne postawy i ich znaczenie znajdziesz w zakładce Zdrowie Energetyczne..
ściskam cię mocno
Dominika


