Wyobraź sobie, że stoisz w miejscu, gdzie każda droga prowadzi do straty.
Jeśli wybierzesz siebie – kogoś zranisz. Jeśli wybierzesz innych – zranisz siebie. Jeśli zostaniesz – coś umrze. Jeśli odejdziesz – coś umrze.
I tak stoisz. Ramiona rozpostarte. Nieruchomy/a. Przybity/a do decyzji, której nigdy nie podjąłeś/łaś.
To jest postawa krzyża.
I zanim pójdziemy dalej chcę powiedzieć jedno: jeśli rozpoznajesz siebie w tym, co tu opiszę – to nie jest słabość. To jest dowód na to, że przez bardzo długi czas nosiłeś/łaś na sobie ciężar, który nigdy nie powinien być Twój.
Jak wygląda postawa krzyża?
Sylwetka tworzy dosłownie kształt krzyża i to nie przypadek:
- barki rozszerzone na boki, często napięte, jakby ciągnione w dwóch kierunkach jednocześnie
- ręce rozłożone w gotowości – nie do ataku, nie do obrony. Do przyjęcia ciosu
- klatka piersiowa otwarta, ale sztywna jakby ktoś ją rozpiął i zostawił tak
- brzuch napięty
- miednica cofnięta — odcięta od reszty, schowana
To ciało wygląda, jakby było przybite do decyzji, której nigdy nie podjęło.
Góra-dół. Prawo-lewo. Między „chcę” a „nie wolno”. Między sercem a lękiem. Między ruchem a karą.
Jak powstaje postawa krzyża?
To jedna z niewielu postaw, która może mieć trzy bardzo różne źródła i warto je rozumieć osobno.
Pierwszy tor – konflikt lojalności. Dziecko rozdarte między dwojgiem rodziców. Albo między rodzicem a sobą. Żyjące w sprzecznych komunikatach – „kocham cię” i „zawiedziesz mnie” w jednym zdaniu, od tej samej osoby. Doświadczające miłości warunkowej – takiej, którą trzeba było ciągle zasługiwać. Stawiane w rolach ponad swój wiek – jako mediator, powiernik, emocjonalne wsparcie rodzica.
Jak wybiorę – ktoś ucierpi. Więc lepiej nie wybierać.
Drugi tor – ciało jako miejsce cierpienia. Tu krzyż rodzi się przez to, co dzieje się z ciałem: choroba, przewlekłe dolegliwości, przemoc, nadużycia seksualne, wypadki, długotrwałe unieruchomienie, utrata części ciała. Ciało staje się źródłem bólu i psychika robi jedyne, co może: odcina się od zmysłów, żeby nie czuć. Żeby przetrwać.
Im mniej czuję – tym mniej boli.
Trzeci tor – wewnętrzne ukrzyżowanie. To najtrudniejszy etap. Moment, gdy znika nawet wewnętrzny sprzeciw na własne cierpienie. Gdy człowiek przestaje walczyć – nie dlatego, że znalazł spokój, ale dlatego, że nie ma już siły. Kompletne poddanie. Zgoda na ból, bo inne opcje wydają się niedostępne.
I właśnie wtedy w środku rodzą się zdania, które brzmią jak wołanie:
„Nie mam już nadziei.” „Nie chcę tu już być.” „Wołam o ratunek – czy ktoś mi pomoże?” „Czy ja zwariowałam/łem?” „Nie wytrzymam tego dłużej.”
Jeśli te zdania brzmią w Tobie zatrzymaj się tu na chwilę.
To nie jest oznaka słabości ani szaleństwa. To jest sygnał, że potrzebujesz wsparcia i że masz do niego pełne prawo. Proszę, porozmawiaj z kimś bliskim albo ze specjalistą. Nie musisz dźwigać tego sam/a.
Co to mówi o psychice?
To ludzie, którzy nie potrafią wybierać, nie dlatego, że są niezdecydowani, ale dlatego, że każdy wybór w ich historii oznaczał stratę lub winę.
Odwlekają decyzje. Czują, że każda opcja kogoś zrani. Poświęcają siebie tak często i tak długo, że przestają wiedzieć, czego w ogóle chcą.
Żyją z poczuciem winy za własne wybory. Ze strachem, że ich potrzeby są ciężarem dla innych.
W środku brzmią takie zdania:
„Nie mogę wybrać.” „Nie mam prawa do własnej decyzji.” „Ktoś zawsze będzie przeze mnie cierpiał.” „Ja muszę to wytrzymać.” „Moje potrzeby są mniej ważne.”
I ciało ucieleśnia to dosłownie – stoi z ramionami rozpostartymi na zewnątrz, zawsze gotowe na cudze potrzeby. Nigdy nie zamknięte wokół własnego życia.
Co dzieje się energetycznie?
W postawie krzyża energia jest rozciągnięta na boki – ale nie zakorzeniona w dole.
- serce przeciążone winą – nieustannie przetwarza, czy wybrało dobrze, czy kogoś nie skrzywdziło, czy zasługuje na to, czego chce
- splot słoneczny rozdarty między wolą a lękiem – chcę i boję się jednocześnie, w kółko, bez rozwiązania
- brak swobodnego spływu energii do miednicy – odcięcie od siły sprawczej, od instynktów, od prawa do własnego życia
- silne napięcia w barkach i łopatkach – ciągnienie w dwie strony, które ciało nosi fizycznie
Ramiona chcą coś objąć ale są cały czas na zewnątrz, rozpostarte, oddane. Nigdy nie wracają do środka.
Jak rozpoznać krzyż w sobie?
Decyzje Cię paraliżują. Nawet małe. Bo za każdą decyzją czai się pytanie: kto przez to ucierpi?
Czujesz się odpowiedzialny/a za emocje innych. Ich nastrój to Twój problem. Ich rozczarowanie – Twoja wina.
Poświęcasz siebie automatycznie. Nie zastanawiasz się nawet, czy chcesz. Po prostu dajesz. Bo tak jest bezpieczniej.
Masz poczucie, że Twoje potrzeby są na końcu kolejki. Albo że w ogóle nie mają prawa istnieć.
Twoje zmysły są jakby przytłumione. Jedzenie smakuje mniej. Muzyka dociera z opóźnieniem. Dotyk jest jakby przez szybę. Ciało nauczyło się nie czuć za bardzo – bo czuć to ryzykować ból.
Co z tym robić?
Ze stryczka nie wychodzi się przez pozytywne myślenie. I tu też nie.
Bo krzyż to nie jest kwestia nastawienia. To jest struktura – zbudowana latami, warstwami, z bardzo konkretnych powodów.
Praca idzie kilkoma torami:
Odzyskiwanie prawa do wyboru – małymi krokami. Nie od razu wielkich decyzji. Od małych: co chcę zjeść, co chcę dziś poczuć, czego dziś nie chcę robić. Ciało musi nauczyć się, że wybór nie zawsze kończy się katastrofą.
Rozbroienie winy, która nie należy do Ciebie – bo większość tej winy pochodzi z systemu, nie z Ciebie. Była strategią, którą ktoś kiedyś – świadomie lub nie – wszczepił w Twoje ciało.
Przebudzenie zmysłów – to jedna z najpiękniejszych i najskuteczniejszych dróg w tej postawie. Ćwiczenia, które angażują węch, smak, dotyk, słuch, wzrok. Powolne, uważne wracanie do ciała przez bramę zmysłów, nie przez głowę.
Zamykanie ramion – dosłownie i w przenośni. Obejmowanie siebie. Uczenie się, że można wrócić do środka. Że bycie dla siebie to nie egoizm – to konieczność.
Bliskie relacje i rozmowy – krzyż buduje się w izolacji lojalności. Rozpuszcza się w kontakcie. W prawdziwym, bezpiecznym byciu z kimś, kto słyszy – i nie wymaga w zamian rezygnacji z siebie.
I jeśli zdania, które opisałam wcześniej – te o braku nadziei, o niechęci do bycia – są Ci bliskie: proszę, szukaj wsparcia specjalisty. To jest praca, która wymaga towarzyszenia. Nie musisz i nie powinieneś/powinnaś robić tego sam/a.
Na koniec tej serii chcę powiedzieć coś ważnego.
Zakotwiczenia – wieszak, stryczek, hak, kolumna, krzyż – mogą się przenikać. Możesz nosić kilka naraz. Możesz rozpoznawać siebie w każdym z nich po trochu.
To normalne. To ludzkie. To znaczy tylko tyle, że przeżyłeś/łaś to, co przeżyłeś/łaś i że ciało zapisało każde z tych doświadczeń z niezwykłą precyzją.
Świadomość tego już coś udrażnia. Ale sama świadomość nie wystarczy, potrzebuje partnera w postaci ruchu, zmysłów, kontaktu z ciałem. Tych małych, codziennych kroków, które mówią ciału: możesz wracać. Jest bezpiecznie. Jesteś tutaj.
Praca nad rozkodowaniem wymaga czasu i cierpliwości wobec siebie.
Tyle samo, ile zajęło to zapisać, tyle może zająć przepisanie.
I jest warte każdej chwili.
Wszystkie postawy i ćwiczenia znajdziesz w zakładce Zdrowie Energetyczne.
ściskam cię mocno
Dominika


