Czy zmieniając język, zmieniasz siebie?

Zauważyłaś, że kiedy zmieniasz język, zmienia się też coś więcej?
Jakbyś otwierała inne drzwi w sobie. Zmieniasz tempo, oddech, gesty dłoni, przeklinasz mniej lub bardziej a nawet poczucie humoru się zmienia. Nagle odkrywasz, że w Tobie mieszka wiele wersji – i żadna z nich nie jest udawana.

W każdym języku gestykulujesz inaczej. Głos bywa wyższy albo niższy, miększy lub bardziej ochrypły. Żarty śmieszą inaczej, a czasem nie da się wychwycić ironii. W jednym języku mówisz „muszę”, w innym używasz „mogę” albo „chcę”. Czasem wręcz zauważasz, że słowa prowadzą Ciebie bardziej, niż Ty je.

Dlaczego tak się dzieje? Bo język to nie tylko narzędzie mowy – to inteligencja serca, które uczy się tańczyć w różnych rytmach świata.

To, jakim językiem mówisz, definiuje Twoje granice myślenia. Jeśli masz tylko jedno słowo na „czas”, widzisz go liniowo. Jeśli masz różne słowa jak „teraz”, „chwilę”, „wieczność”, uczysz się patrzeć na czas wielowymiarowo.

Japończycy mają wiele określeń na subtelne odcienie uczuć – jak „natsukashii”, które oznacza tęsknotę zmieszaną z wdzięcznością, wspomnienie ciepłe i bolesne jednocześnie. W innych językach nie ma na to jednego słowa. A więc – czy jeśli nie mamy na to słowa, nie mamy też pełnego dostępu do tej emocji?

Podobnie Inuitowie – ich język posiada dziesiątki określeń na lód i śnieg. Dla nich różnice między lodem cienkim, topniejącym, zdatnym do przejścia albo niebezpiecznym są fundamentalne. Dla nas to wciąż tylko „lód” albo „śnieg”.

Język nie tylko opisuje świat. On go tworzy – a my, używając go, stajemy się jego częścią, wnikamy w niego. Wsiąkamy, kształtujemy…
Żyjąc za granica, przyjęliśmy słowa z innego języka, bo ta codzienność do nas przylgnęła. A jednak czując, że to nie do końca nasze spolszczyliśmy je… I to jest piękne! To się staje nasza nową jakością, nowa tożsamością.

Czy to znaczy, że mamy wiele osobowości? Tak – i nie ma w tym nic strasznego ani niepokojącego. To nasze serce, które potrafi mówić wieloma głosami.

Bo wszystko to jest po to byś doświadczał/a swojego życia. A przecież w każdym języku uczysz się siebie z innej strony. W jednym brzmisz poważniej, w innym swobodniej. Raz jesteś tą, która żartuje, a raz tą, która milknie i słucha. Żyjąc pomiędzy językami, rozciągasz swoje granice – i nagle okazuje się, że możesz być bardziej otwarta, bardziej pojemna niż myślałaś.

W którym języku czujesz się najbardziej sobą?
A może wcale nie musisz wybierać? Może każdy z nich odsłania inną część Ciebie – a dopiero wszystkie razem tworzą pełny obraz?

Twoje odpowiedzi mogą się zmieniać. I to dobrze. To znak, że żyjesz, że Twoja tożsamość oddycha i ewoluuje, że doświadczasz.

Bo masz wiele języków komunikacji. Jedno serce. I nieskończenie wiele sposobów, by je wypowiedzieć.
I to właśnie w tym bogactwie – w tej różnorodności głosów – kryje się Twoje jestestwo, Twoja tożsamość, Twoja dusza.



ściskam cię mocno
Dominika z atelierduszy.pl